Czy Joanna D’Arc została w istocie spalona na stosie ?

Posted: 26 Sierpień 2012 in Tajemnice
Tagi: , , , , , , , , , ,

30 maja  Tego dnia (…), między godziną 10 a 11 przed południem odczytano jej ostateczny wyrok…

Imię Joanny d’Arc było już tak znane, zarówno we Francji jak i poza jej granicami, że pojawiały się nieraz kobiety, które się za nią podawały, jak pewna Jeanne de Sermaise zapewne pochodząca ze wsi Sermaise, którą to wieś Joanna d’Arc niejednokrotnie odwiedzała za życia, gdyż tam mieszkali niektórzy jej krewni (np miejscowy ksiądz, Messire Henri de Vouthon, był jej wujem ze strony matki). Jeanne de Sermaize pojawiła się zresztą dość późno. Wiadomo, że w roku 1457 spędziła 3 miesiące uwięziona w Saumur za swe oszustwo, została jednak ułaskawiona specjalnym listem księcia René d’Anjou . Miała być żoną pewnego Jeana Douillet.
Były jeszcze inne takie „Joanny” i dobrze zdać sobie sprawę z ich istnienia, zanim dojdziemy do tej właściwej sobowtórki.

- „La Pucelle du Mans”, znana także jako „Jeanne de Férone”, która została skazana na przykucie do pręgierza za obrazę duchownego,

- „La Pucelle de La Rochelle” – z lat 1436-39 pochodzi list, który dotarł do króla Kastylii i w którym pewna „dziewica z Francji” walcząca w La Rochelle prosi go o wysłanie pomocy wojskowej do Rochelle w postaci floty dla króla Francji w jego walce z Anglikami. „La Poncella de Francja” miała uzyskać dzięki temu listowi zamierzony skutek: król hiszpański, według kroniki, istotnie takiej pomocy miał udzielić. Ta ostatnia dziewica jest czasami utożsamiana (być może niesłusznie) z osobą, której przyjrzymy się obecnie.
Claude

W poprzednim tekście, na samym końcu, wspomnieliśmy ją, „Madame des Armoises”. Wtedy poświęciliśmy jej jedynie wzmiankę. Teraz przyjrzymy się jej bliżej. Pojawiła się w okolicach Metz 20 maja 1436 roku (1), czyli 5 lat (bez 10 dni) po śmierci Joanny d’Arc. Przedstawiała się zarówno jako Claude jak i Jeanne La Pucelle. Miała rzekomo uniknąć niemal cudem śmierci na stosie. Została rozpoznana jako Joanna przez wielu mieszkańców Metz. Zidentyfikowali ją w ten sposób również obaj bracia Joanny, Jean i Pierre. Wspomnieliśmy już o tym poprzednio. Arystokrata Nicole Louve, który wraz z Joanną był świadkiem koronacji Karola VII w Reims (17 lipca 1429) również ją zidentyfikował. Miał rozpoznać ją po wyglądzie, po odniesionych ranach oraz po znakach szczególnych. Dał jej też zaraz konia w prezencie oraz dwóch innych arystokratów jako ochronę.  Wkrótce potem obaj bracia Joanny odwiedzili Orlean, pierwsze miasto wyzwolone niegdyś przez Joannę, zanosząc tam wieść o tym, że się odnalazła. Wspomina o tym istniejąca jeszcze kronika Orleanu w swych zapisach za rok 1436 (kopia poniżej):

Zaledwie jeden dzień po wizycie w Metz, Claude miała udać się, wraz z obu braćmi du Lys, do Vaucouleurs i spotkać się tam z Robertem de Baudricourt, który pamiętał Joannę, gdy zwróciła się doń o pomoc i rekomendację, gdy wybierała się do Karola VII ze swą misją. Zaskakujące jest, że w ten sposób spotykała się kolejno z rozmaitymi znajomymi Joanny (nie ze wszystkimi oczywiście) i identyfikowali ją oni jako ową La Pucelle, którą pamiętali sprzed kilku lat. Co nie znaczy, że nie było ludzi – i to od samego początku pojawienia się jej – którzy uważali ją za oszustkę. Na przykład na południu Francji, w Arles, zachował się dokument notarialny informujący o pewnym zakładzie uczynionym przez dwóch mieszkańców tego miasta: jeden twierdził, że owa „La Pucelle de France” jest prawdziwą Joanną, drugi natomiast nie wierzył w jej autentyczność.
W drogę

Potem „Joanna” spędziła 3 tygodnie w Marieulles u pewnej rodziny szlacheckiej z Metz. Następnie – jak na „Pucelle de France” przystało – udała się na pielgrzymkę do sanktuarium „Czarnej Madonny” w Liesse. Stamtąd udała się w towarzystwie obu braci du Lys (czyli braci Joanny d’Arc) do Arlon, na dwór księżnej Elżbiety Luksemburskiej (1390 – 1451). Księżna ta, Elisabeth von Görlitz, była od 1409 roku żoną księcia Antoniego Burgundzkiego, który w 1415 roku poległ w bitwie pod Agincourt.

Podczas swego pobytu w Arlon, Claude znalazła się w samym centrum sporu o inwestyturę biskupstwa w Trewirze (Trier). Było dwóch kandydatów do biskupstwa: popierany przez Rzym Raban von Helmstatt oraz ekskomunikowany arystokrata Ulrich von Manderscheid. Księżna Luksemburga (z domu von Görlitz) oraz Ruprecht comte de Virnebourg (czyli: „Graf von Württemberg”) popierali Manderscheida. „Comte de Virnebourg” (o którym czytamy, że miał się on wręcz zakochać w „Joannie”) postawił Claude na czele najemnego odziału wojskowego, który wybrał się w tym celu do Kolonii.

Z łacińskiego zapisu kroniki miasta Kolonii wiemy, że pojawiła się w mieście 2 sierpnia 1436 jako „puella de Francia” („dziewica z Francji”) na czele oddziału wojska.

Johannes Nider, przeor dominikanów w Bazylei i inkwizytor specjalizujący się w kwestii czarów i czarownic, spisał był pomiędzy latami 1435 – 1437 swe znane i ważne dzieło znane jako„Formicarius”, a dotyczące dyscypliny religijnej i czarów. Tam odnajdujemy garść informacji o pobycie „Joanny” w Köln:

„Była pewna młoda niewiasta, która od czasu do czasu przejmowała zachowanie właściwe mężczyznom, która biegała wkoło uzbrojona z dziko rozwianą odzieżą, jak to czynią żołnierze na żołdzie szlachcica. Dawała się również zauważać w tańcu z mężczyznami. I zwykła pić i hulać (…).
Dwóch kandydatów walczyło wówczas, ku ubolewaniu mieszkańców, o biskupstwo Trewiru. Ta młoda niewiasta przechwalała się, że może jednego z nich intronizować, jak dziewica Joanna uczyniła to z Karolem, królem Franków, któremu pomogła umocnić się w jego królestwie. Co więcej: czyż ona sama przy tym nie twierdziła, że jest ową Joanną z tamtego czasu, której Bóg pozwolił zmartwychwstać?”

Jednak przypadkowo przebywał wówczas w Kolonii wielki inkwizytor Heinrich Kalteisen, który ową tajemniczą niewiastą natychmiast się zainteresował. Zwłaszcza, że opowiadano o niej niestworzone rzeczy:

„W obecności władz czyniła rzeczy niezwykłe, które należały niemal do sfery magii. Inkwizytor przesłał jej wezwanie połączone z publicznym żądaniem, by poddała się poważnemu dochodzeniu.

Powiadali, że w obecności wszystkich rozerwała duży obrus, który na oczach wszystkich przywróciła do stanu pierwotnego. Następnie chwyciła szklankę i cisnąła nią o ścianę tak, że się rozbiła. Jednak złożyła ją z powrotem do nieuszkodzonego stanu i  czyniła inne jeszcze nieużyteczne rzeczy.” (Johannes Nider, „Formicarius” )

Inkwizycja jednak nie schwytała tej „Joanny”. Zdołała się ona wymknąć 25 sierpnia i powrócić do Arlon, siedziby księżnej Luksemburga. Nie uniknęła jednak ekskomuniki, którą obłożył ją inkwizytor Heinrich Kalteisen. Powody ekskomuniki były trzy: czary, noszenie męskiej odzieży (skąd my to znamy? Oczywiście z procesu skazującego Joannę d’Arc…) oraz wspieranie osoby ekskomunikowanej jako kandydata na biskupa.
Małżeństwo                                                                                                              

Będąc w Arlon, „Joanna” poślubiła, 6 listopada 1436 roku, starszego od niej ponoć o 20 lat owdowiałego arystokratę z dwojgiem dzieci, Roberta des Armoises. Robert był spowinowacony, poprzez swoje poprzednie małżeństwo, ze wspomnianym już znajomym Joanny, d’Arc, Robertem de Baudricourt. Wesele „Joanny” i Roberta des Armoises odbyło się na zamku w Arlon. Zaraz potem oboje udali się do Marville, by sfinalizować sprzedaż części posiadłości Roberta. Przy tej okazji pojawił się dokument notarialny (1437), w którym po raz pierwszy widnieją obok siebie oba tytuły naraz „Jehanne du Lys – La Pucelle de France”. Jehanne du Lys – to był, jak pamiętamy, oficjalny tytuł, który autentyczna Joanna d’Arc otrzymała w grudniu 1429 roku od króla Karola VII. Tymi dwoma tytułami Claude posługiwała się aż do końca. Zostały one także umieszczone na jej płycie grobowej.

Następnie małżeństwo des Armoises zamieszkało na pewien czas w Metz, w domu naprzeciwko kościoła Saint-Sigolène, a następnie w zamku Roberta des Armoises w Jaulny.

Z rozmaitych miejsc swego pobytu Claude pisała listy do Orleanu, Voucouleurs, nawet podobno do króla Karola VII osobiście. Jednocześnie miała – jak głosi pewien mit – udzielać się w walce z Anglikami w okolicach La Rochelle, z tamtego czasu pochodzić miała ta wspomniana wyżej korespondencja z królem Kastylii, o której mówi pewna kronika (2) .
Jak wyglądała Claude i… Joanna?

Jak już wspomnieliśmy, Claude des Armoises wyszła za mąż za arystokratę. Można zatem powiedzieć, że mimo wszystko miała jednak szczęście. A wraz z nią my też je w jakimś sensie mamy. Bowiem arystokraci dawali niejednokrotnie sprawiać sobie swoje podobizny. Nie inaczej stało się i z Robertem oraz Klaudią des Armoises. W roku 1871 lokalny wójt z Jaulny wyznał, że jego pradziad przykrył warstwą tynku, na prośbę ówczesnego pana des Armoises, znajdujące się w zamku portrety Joanny oraz jej męża, Roberta des Armoises. Owe portrety to rodzaj malowanych „medalionów” z profilami twarzy, datowane na XV wiek. Oto profil twarzy Claude (Jeanne).

Oczywiście portret ten, przedstawiający kobietę w średnim wieku, nie pokazuje nam tego jak wyglądała Joanna d’Arc za życia, lecz jak prawdopodobnie wyglądałaby ona, gdyby dożyła wieku około 40 lat. W istocie żyła tylko około 20 lat.

Jedynym wizerunkiem pochodzącym z XV wieku, a uważanym za modelowany na twarzy Joanny d’Arc, jest ta oto głowa posągu św. Maurycego z kościoła w Orleanie (obecnie w miejscowym Musée historique et archeologique ). Prezentowaliśmy tę rzeźbę w poprzednim artykule. Teraz pokazujemy ją w innym ujęciu. Poprzednio napisaliśmy, że Joanna miała piwne oczy. Uważna obserwacja rzeźby sugeruje jednak kolor jaśniejszy od piwnego. Również profil twarzy Klaudii des Armoises, po powiększeniu i rozjaśnieniu, ukazuje niebieskie oko.

Właśnie ta rzeźba oraz profil Jeanne des Armoises posłużyły prof dr Ursuli Wittwer-Backofen z uniwersytetu we Freiburgu do rekonstrukcji twarzy Joanny d’Arc. Rekonstrukcja ta przeprowadzona została w 2007 roku w Bundeskriminalamt  w Wiesbaden. Rezultatem jest twarz zaprezentowana na początku tego tekstu. Fragment filmu pokazujący ową rekonstrukcję znajduje się w filmie dokumentalnym „Jeanne d’Arc – die Jungfrau von Orleans” . Sekwencja dotycząca wyglądu Joanny rozpoczyna się od 10 minuty, rekonstrukcja natomiast pokazana jest od 12.5 minuty

Rzeźba twarzy św. Maurycego ( w domyśle: Joanny d’Arc) oraz profil twarzy Claude pasują do siebie proporcjami. Nie jedyny to ślad wskazujący na podobieństwo obu tych kobiet. W istocie musiały być bardzo do siebie podobne. I to zdecydowanie nie tylko pod względem wyglądu zewnętrznego. Przedmioty nieożywione, jak rzeźby, obrazy i biżuteria mogą być do siebie podobne tylko pod względem fizycznym. Z ludźmi jest inaczej. Potrafią mówić – a zatem mają określony głos, potrafią się poruszać, a zatem chodzi także o sposób poruszania się, gestykulacji itd. Aby pomylić dwie osoby, postronnemu może wystarczyć tylko wygląd lub barwa głosu. Ale aby dali się „nabrać” ludzie znający tę osobę lub aby zechcieli oni poważnie kontemplować posłużenie się „uzurpatorką” dla własnych celów, to uzurpatorka musiałaby odpowiadać także cechom intelektualnym i osobowościowym „oryginału”. Nie zapominajmy, że Claude to jedyna z uzurpatorek, którą zaakceptowali niektórzy z dawnych towarzyszy broni Joanny, możni arystokraci, a przede wszystkim obaj rodzeni bracia Joanny. Mogli to uczynić z pobudek bardzo nieczystych i takie też panuje na ogół obecnie przekonanie. Nie sądzimy jednak, że ośmieliliby się natychmiast grać niebezpieczną w końcu grę, gdyby Claude była mniej podobna do Joanny. Nie spieszyliby od razu do Orleanu, by obwieścić tam, że Joanna żyje (jest zapis tego faktu w kronice Orleanu). Tam bowiem Joanna była bardzo dobrze znana. Claude przybyła tam 3 lata później i bez jakichkolwiek problemów została zaaprobowana nie tylko przez ludność, ale i przez władze miasta oraz przez tych, u których Joanna zatrzymała się na noclegi w maju 1429 roku. Spośród wszystkich znanych uzurpatorek tylko Claude odważyła się na tę wizytę, która trwała w sumie 2 tygodnie (i miała trwać dłużej, ale nagle została przerwana).
Czy została kiedykolwiek zdemaskowana?

Panuje pogląd, że o fałszywości Claude jako „Joanny” świadczy to, że aż trzykrotnie została zdemaskowana jako oszustka: pierwszy raz w Orleanie w 1439 roku i dlatego stamtąd szybko uciekła, drugi raz w Paryżu, gdzie ją przesłuchiwano oraz trzeci raz przez Karola VII osobiście w 1440 lub 1441 roku (niektórzy autorzy uważają, że spotkanie Claude z królem miało już miejsce w 1439 roku). Otóż nie podważając tezy o tym, że Joanna i Claude to dwie różne osoby, trzeba gwoli ścisłości podkreślić, że teza o trzykrotnej demaskacji jest niemal całkowicie lub wprost całkowicie fałszywa. Jeżeli Claude w ogóle została zdemaskowana przez kogokolwiek, to tylko przez Karola VII. My jednak wiemy o tym z dokumentu o kilkadziesiąt lat późniejszego, z roku 1516 (3). Jednak jeżeli to prawda, to król zachował się niekonsekwentnie: nie ma śladu nigdzie, że ją za oszustwo ukarał, a oszustwo wobec króla mogło skończyć się dla oszustki wręcz tragicznie, tym bardziej, że Claude już od 1436 roku miała przecież „na pieńku” z inkwizycją w Kolonii… Zamiast tego mogła swobodnie wrócić do zamku Jaulny, gdzie mieszkała i mogła dalej używać tytułów, które przylgnęły do Joanny d’Arc.  W Paryżu przesłuchanie nie doprowadziło do demaskacji i Claude została zwolniona. Nigdy nie przyznała tam, że nie jest Joanną, a na pytanie o to, czy jest tą Dziewicą, odpowiedziała bardzo sprytnie (4). Całość jej zeznań tam sugeruje wręcz, że zdecydowanie afirmowała ona swą wersję o tym, że jest Joanną d’Arc.

W Orleanie natomiast nawet nie próbowano jej demaskować, zamiast tego zgotowano jej gorące przyjęcie, urządzono tam istne święto z okazji jej przybycia, a już 3 lata wcześniej przerwano obchodzone co roku od 1431 uroczystości żałobne. Jakby tego nie było dość, w chwili przybycia Claude do Orleanu, uhonorowano ją (pomiędzy 18 lipca a 1 sierpnia 1439) specjalnym sporym datkiem w złocie za zasługi w walce o przerwanie angielskiego oblężenia z lat 1428-1429. Do dziś nie wiadomo dlaczego w 1439 roku Claude nieoczekiwanie skróciła swój pobyt w mieście. Ta nieoczekiwana zmiana jej planów staje się pożywką dla tez nie znajdujących bodaj okruchu potwierdzenia w jakimkolwiek źródle. To są takie sytuacje, kiedy uzasadnione jest pytanie dlaczego autorzy sądzący, że znają prawdę, posługują się niepotrzebnie nieprawdami, by tę prawdę wesprzeć. W ten sposób jedynie ją podważają.
„Drugie oblicze”, czyli więcej podobieństw niż różnic                

Zresztą, jeżeli już krytykować Claude, to czemu nie owych książąt i hrabiów, co to nawet i ekskomunikowanego chcieli zrobić biskupem? Kto fundował tę hecę? Przecież nie Claude, lecz oni.

Claude w jakiejś mierze stała się narzędziem wykorzystanym przez tych arystokratów, co mieli dużo, a chcieli jeszcze więcej. Tak jak wcześniej stała się taką ofiarą i Joanna. Tyle, że przynajmniej o Claude jednak ci grafowie i ta księżna zadbali, wydając ją dobrze za mąż i zapewniając jej przyszłość, choć nic dla nich wielkiego nie wskórała. Gdy znowu Karol VII nie kiwnął dla Joanny w 1431 roku nawet palcem, by ją ratować, choć zawdzięczał jej nie byle co, bo koronę…

Gdy mowa (na podstawie jej własnego zeznania z Paryża w 1440 roku) o skłonności Claude do gwałtowności, to nie zapominajmy, że i Joannie tej skłonności nie brakło. My nie mamy jakichkolwiek potwierdzeń (poza zeznaniem w Paryżu), że Claude była szczególnie gwałtowna. I nic więcej, przez całe 13 lat od 1436 do 1449 roku! A jeżeli drażliwość Joanny tłumaczyć – tak jak czyni to jej pasjonat, Allen Williamson – trudami i niebezpieczeństwami wojaczki oraz niewygodami noszenia zbroi, to czemu nie rozciągnąć tego argumentu również na Claude, która w końcu narażona była na podobne niewygody i niebezpieczeństwa?

Jeden z biografów Joanny d’Arc, Edward Lucie-Smith, tak pisze we wstępie do swej książki:

„Moja Joanna jest zapewne mniej godna podziwu niż Joanna, którą można znaleźć w większości współczesnej literatury. Jest ona szalenie arogancka, gwałtowna (choć wystraszona własną gwałtownością) i nie zawsze prawdomówna. Jest ona niewolnicą obsesji lub całej grupy obsesji. Jednocześnie posiada ona chwile, a nawet więcej niż tylko chwile, zwakłego ludzkiego strachu, zwątpienia i depresji. Możemy żałować, podziwiać, a nawek kochać ją. Równocześnie jednak możemy odczuwać zakradającą się sympatię dla tych – nawet tych, którzy byli rzekomo championami tej samej sprawy, jak Regnault de Chartres, Arcybiskup Rheims – którzy ją znienawidzili”. („Joan of Arc”, Penguin Books, 2000; str. xiii).

Nam nie przyświecają skłonności do sympatyzowania z wrogami Joanny. Ale jesteśmy w stanie dostrzec w jej sobowtórze nieco więcej niż jedynie uzurpatorkę.

„Dziś jest jasne, że egzekucja, przy pomocy której władze angielskie zamierzały napisać finis do kłopotliwej kariery, stała się zamiast tego prawdziwym początkiem jednej z najpoważniejszych legend w europejskiej historii. Jak większość legend, pojawia się ona w różnorodności form. Joanna Voltaire’a, Joanna Schillera, Joanna Micheleta, Joanna Anatola France i Joanna George Bernarda Shaw różnią się między sobą. We współczesnej literaturze historycznej była prezentowana jako ktoś od wielkiego mistyka chrześcijańskiego aż po lidera sekretnej i nieortodoksyjnej religii. Wiara w to, że uniknęła  spalenia, utrzymuje się nadal, a niektórzy autorzy dali się porwać idei, że wcale nie była jedynie dziewczyną wieśniaczą, lecz że pochodziła z rodu królewskiego, z nieprawego łoża, z krwią Walezjuszy w żyłach. Teorie tego typu wydają mi się nie do udowodnienia.” (E. Lucie-Smith „Joan of Arc”, Penguin Books, 2000; str. 3).

Istotnie, wiara w to, że Joanna d’Arc i Claude des Armoises (a nawet i Jeanne de Sermaise) to jedna i ta sama osoba, utrzymuje się jeszcze tu i ówdzie po dziś dzień i to praktycznie nieprzerwanie od XV wieku (5). Odnaleziony swego czasu w Anglii manuskrypt zawiera informację, że „Ostatecznie spalili ją publicznie, lub inną kobietę taką jak ona; w odniesieniu do czego ludzie mieli i wciąż mają odmienne opinie”. Historia innych „Joann”, w tym głównie Claude, jest dalszym ciągiem tej samej legendy. Są autorzy, którzy i dziś jeszcze odrzucają tezę o śmierci Joanny w 1431 roku, gdyż nie znaleziono w kronice miasta Rouen adnotacji o takowej egzekucji. Zdają się oni mówić: „Zgoda, skazano ją na śmierć, ale gdzie dowód, że istotnie zabitą ją, a nie kogoś innego?”

Po poślubieniu Roberta des Armoises Claude żyła z nim w jego zamku w Jaulny. Jaulny leży niedaleko Domremy, gdzie urodziła się i wychowała Joanna d’Arc. Bliskość tej wsi nie zdawała się Claude przeszkadzać w najmniejszym stopniu. Wspiera to wersję o ogromnym jej podobieństwie do Joanny. Po swej własnej śmierci pochowana została w kaplicy w nawie kościoła w Pulligny, czyli również blisko Domremy. Przez wiele lat była tam wmurowana tablica z inskrypcją o następującej treści:

Tu spoczywa Czcigodna Pani

Dame Jeanne du Lys, La Pucelle de France

Dame de Tichemont

Która była małżonką naszego Czcigodnego Rycerza

i Pana tego miejsca

która odeszła w 4-tym dniu miesiąca maja 1449 roku

Jej dusza w Bogu spoczywa

Amen (6

 

Jakoś okolicznej ludności ta tablica nie przeszkadzała przez całe stulecia. Została ona usunięta na polecenie episkopatu Francji dopiero w roku 1909, czyli 460 lat po śmierci Claude, w związku z procesem beatyfikacyjnym Joanny. (7)

Holenderski autor Dick Berents w swym artykule „The resurrection of Joan of Arc” (w zbiorze artykułów „Joan of Arc: Reality and Myth” ) zestawia Joannę z Claude na zasadzie stereotypu negatywnego z pozytywnym, pisząc:

„Musiała wyglądać trochę jak Joanna: zapewne niewystarczająco, by oszukać ludzi, jednak dostatecznie, by outsiderzy uwierzyli, że mogła być prawdziwą Joanną. Król nie polegał na swej pamięci co do jej wyglądu. Musiała wiedzieć coś o Joannie, choć z całą pewnością jej nie rozumiała.

Gdyż wcale nie była taka, jak prawdziwa Joanna d’Arc. Mówiła mglistymi porównaniami; rzeczywista Joanna zawsze mówiła jasno i zrozumiale. Była frywolna, gdy szło o tańce, ucztowanie i picie, gdy realna Joanna taka nie była. Zabijała ludzi, gdy Joanna nigdy nie zabiła nikogo. Wyszła za mąż i miała dzieci, gdy zaś Joanna przysięgała czystość przed Bogiem.” (str. 93-94)

Sądzimy, że pierwszy z argumentów Berentsa upada właściwie sam ze względów wspomnianych nieco wyżej, gdy omawaliśmy wygląd Joanny i Claude. Zgadzamy się z Berentsem, że Joanna i Claude to dwie różne osoby. Jednak argumenty, których on użył, nie są dowodami i nie są nawet wystarczająco uzasadnione, by wykazać ten fakt. Co do drugiego argumentu o „mówieniu mglistymi porównaniami”, to właściwie mamy jedno tylko źródło, cytowane tu w przypisie Nr 1, gdzie mowa jest o tym, że mówiła
„przypowieściami” (szkoda co prawda, że nie podaje jednak żadnych konkretnych przykładów owych „przypowieści”). Sama zaś Joanna też nie zawsze mówiła wszystko wprost, jak o tym świadczą niektóre jej wypowiedzi z procesu skazującego – choćby wtedy, gdy opowiadała sędziom o „aniele i koronie” (cytowaliśmy obszernie te wypowiedzi w artykule poprzednim). Gdy chodzi o pozostałe punkty dotyczące frywolności, jedzenia, picia, zabijania i rodzenia dzieci, to spójrzmy realnie:

Joanna d’Arc pozostawała z armią jedynie przez jeden rok. Co do Claude, to wygląda na to, że – z przerwami – spędziła w ten sposób co najmniej kilka lat. Nawet najlepszy charakter może z czasem ulec zepsuciu w takich warunkach. Zwłaszcza, jeśli pomyśleć z jakimi nieraz typami przychodziło tam Joannie i Claude współpracować. Wspomnijmy tu choćby jednego takiego osobnika: Gilles de Rais. Z Joanną d’Arc łączyły go kampanie 1429 roku, a Claude 10 lat później służyła u niego w wojsku w randze kapitana (jeżeli historycy słusznie łączą Claude des Armoises z tym epizodem). Dochrapał się on był tytułu marszałka Francji i wzbogacił się na Wojnie Stuletniej. Był to zdolny polityk i żołnierz, ale zaślepiony karierowiczostwem i chciwością. Jego chciwość była tak wielka, że krążyły legendy o tym, że angażował astrologów, by przy ich pomocy produkować złoto…. Był także zboczeńcem seksualnym, pedofilem i mordercą, który miał się rzekomo przechwalać, że w swoim życiu zabił 800 ludzi. Skończył na stosie inkwizycji w Nantes za herezję i morderstwo w roku 1440. Gdyby nawet święta Joanna „nauczyła” się w jego „kompanii” pić i tańczyć, to chyba nie dałoby się powiedzieć, że się „nauczyła” zbyt wiele złego….Ciekawe, że cytowany tutaj wcześniej „Formicarius” Johannesa Nidera, przedstawiający Claude w złym świetle z powodu owych tańców i ucztowania, nie wspomina ani słowem np o jakiejkolwiek rozwiązłości tej kobiety lub jakichkolwiek złych uczynkach, bodaj małej kradzieży…

A propos zabijania ludzi – to kolejny zarzut Berentsa wobec Claude. Istnieje tylko jedno jedyne zeznanie Claude o tym, że kogoś zabiła w walce, gdy miała służyć w armii papieskiej (musiałoby to być w latach 1431-33). Właśnie: że zabiła kogoś w walce, a nie że „zabijała ludzi”. To jednak trochę co innego niż trudnić się morderstwami. Czy Joanna kogoś w życiu zabiła? Ogólnie panuje przekonanie, że nie. Tak przynajmniej twierdziła ona sama, gdy ją sądzono w Rouen między lutym a majem 1431. Tak też twierdzili ponad 20 lat później świadkowie w jej procesie rehabilitacyjnym. Nie trzeba chyba aż geniuszu, by odgadnąć, że jeśli ktoś jest sądzony i grozi mu śmierć, to nie będzie on raczej skłonny do przyznawania się do zabijania ludzi. A proces rehabilitacyjny takiego kogoś z drugiej strony też nie służy temu, by go jakimkolwiek zabójstwem obciążać… Gdy Joannie złamał się był jej słynny „miecz św. Katarzyny”, dostała od razu nowy. Wyważyła go w dłoni, wykonała parę zamachów nim, oświadczając z zadowoleniem, że „jest dobry do cięć i pchnięć”. Nie dowodzi to, rzecz jasna, że kogoś zabiła jakimkolwiek „cięciem i pchnięciem”, ale z całą pewnością też nie oznacza, że nie byłaby do tego zdolna. Wystarczy przeczytać jej wyjątkowo wojowniczy „List do Anglików”, by się o tym przekonać (8). I nie zapominajmy o jeszcze jednym: Joanna nigdy nie miała żadnej rangi wojskowej. Claude natomiast miała być kapitanem…  Od niej walki wymagano, a od Joanny nie. Nie znaczy to, że Joanna była jedynie „maskotką” dla armii, niewątpliwie miała talent przywódczy i dużą siłę przekonywania (tak jak Claude…). Biorąc zatem pod uwagę brak wobec niej bezpośredniego wymogu walki, wydaje się o wiele bardziej prawdopodobne, że miała większą niż Claude szansę, by nikogo nie zabić. Osobiście przekonani jesteśmy, że granica między świętością a powszedniością jest niejednokrotnie cieńsza niż się to nieraz wydaje.

No, a to, że Joanna nie wyszła za mąż i nie miała dzieci? Rozpoczęła swą kampanię  w roku 1429. Urodziła się gdzieś pomiędzy 1407 a 1412 rokiem, czyli miałaby od 17 do 21 lat.  Jeżeli Claude była około jej wieku, to w roku 1436 – gdy pojawiła się „na scenie” – miałaby od 24 do 29 lat. Można sobie wyobrazić, że osoba 17-21 letnia łatwiej wyobraża sobie życie w dziewictwie aniżeli taka, co wiekiem dobiega 30-tki… Mało tego: jeżeli już mówić o przysięgach dziewictwa ze strony Joanny, to warto pamiętać to, jak ona sama to określiła: że pozostanie dziewicą tak długo, jak długo Bóg będzie tego od niej wymagał (9). A kto z nas wie, jak długo Joanna sądziła, że Bóg tego od niej wymaga?

Naszym zdaniem bardziej zatem jest prawdopodobny inny „scenariusz” historii Joanny i Claude, obu właśnie bardzo do siebie podobnych kobiet, tak z wyglądu jak i z charakteru, energicznych, przedsiębiorczych i inteligentnych ponad wszelką możliwą przeciętność. Nie jest przy tym wcale rzeczą nieznaną, że osoby wyjątkowo podobne do siebie wyglądem posiadają szereg podobnych cech psychicznych. Obie zatem niczym dwie „połówki” ludzkiego charakteru reprezentują odmienne jego użycie. Niczym oryginał i jego niedoskonałe odbicie w zwierciadle; niczym awers i rewers tej samej monety; niczym dzieło sztuki i jego kopia. Ale dzieło i jego kopia są do siebie bliźniaczo podobne. Jedna z tych kobiet jednak miała jakiś ideał, druga go nie miała. I to jest tą istotną różnicą pomiędzy Joanną i Claude: idealizm.

Taki wizerunek w dalszym ciągu pokazuje która jego część jest lepsza, a która gorsza, ale pokazuje on też, że nie jest to sztuczny, prymitywny, starotestamentowy podział między „białym” a „czarnym” niczym jakiś „Kain i Abel” w wizji stronniczego „Jahwego”, lecz że każda z tych kobiet była w stanie niejako „przejść na drugą stronę” owego połączonego wizerunku. Pokazuje nam też i Claude, która została matką i wychowywała dzieci. Nie taki znowu „czarny” koniec życia tej kobiety. Na portrecie z Jaulny wygląda całkiem dobrze jak na osobę, która w końcu też wiele w życiu przeszła (podobno też odnosiła rany w wojnach, jak Joanna…). Kto wie, czy to w ostateczności nie owe rany przyczyniły się do jej stosunkowo wczesnego zgonu (jeśli zmarła w 1449 roku, to mogła mieć od 37 do 42 lat zaledwie, jeżeli była rówieśniczką Joanny).

Idealizm jest tą jakością, która stanowi o głównej różnicy między tym dwiema kobietami tak poza tym do siebie podobnymi. To idealizm posiadany przez jedną z nich sprawił, że jest ona teraz nazywana „świętą” i „bohaterką”, gdy ta druga obdarzana jest określeniem „awanturnica”. To, że obie w swoim czasie były uważane przez wielu za oszustki i uzurpatorki, jest wręcz kwestią udowodnionej prawdy historycznej. Tak samo, jak jest nią także fakt, że dziś na ogół tylko jedną z nich się tak określa. Claude jest zatem „drugim obliczem” Joanny, tak w kwestii fizjonomii jak i osobowości.
Tożsamość Claude

Co do cytowanego tu stwierdzenia Edwarda Lucie-Smith o nieudowadnialności pewnych tez, dodajmy od siebie, że przynajmniej istnieje sprawdzalność ich prawdopodobieństwa. To, kim była Claude des Armoises, można sprawdzić w każdej chwili. Jej szczątki dalej przecież powinny być tam, gdzie pochowano je ponad 560 lat temu – chyba, że dokądś je przeniesiono (10).  Można poddać je badaniom DNA – a przy okazji także wykonać model twarzy na podstawie autentycznej czaszki – w ten sposób weryfikując pokazaną tutaj rekonstrukcję sporządzoną niedawno w Niemczech. W przyszłości zaś – jeśli Claude i Joanna to istotnie nie jedna i ta sama osoba – znalezione zostaną również szczątki Joanny. Co do tego osobiście nie mamy nawet cienia wątpliwości. To jedynie kwestia czasu oraz udoskonalenia techniki poszukiwań i badań kryminologicznych. I też dałoby się uzyskać DNA. Nie tak dawno udało się odtworzyć DNA Neandertalczyka. O ileż łatwiejsze wydawałaby się ekstrakcja DNA osoby żyjącej około 600 lat temu? Tu mała dygresja: jest obecnie rzeczą stosunkowo trudną ekstrakcja DNA osoby spalonej, w związku z dużą degradacją DNA.Jednak ostatnio i z tym problemem próbują się już mierzyć naukowcy .

Rozmaite teorie historii Joanny d’Arc krążą od ponad 600 lat. I nie było żadnego „polowania na czarownice” w odniesieniu do rozmaitych „rewizjonistów”, „negacjonistów egzekucji” czy wszelkiej maści propagatorów jakiegokolwiek „kłamstwa roueńskiego” (od „Rouen”, miejsca tej egzekucji).

Mamy też nadzieję, że polowaniom na „czarownice”, czyli na innych „negacjonistów” i propagatorów innych jeszcze „kłamstw” również położony zostanie wreszcie ostateczny i zwycięski kres.
Hipoteza (może szalona, ale…)

Jeżeli Claude pragnęła podawać się za Joannę d’Arc, to dlaczego w ogóle początkowo używała wobec siebie imienia „Claude”? Cytowany już przez nas Dick Berents twierdził także, że „Widocznie nie potrafiła wystarczająco zdystansować się od swej poprzedniej tożsamości” („Joan of Arc: Reality and Myth”, s. 93). Może i tak. Choć mamy akurat pewne wątpliwości co do tego, czy osoba świadomie chcąca kogokolwiek wprowadzać w błąd, popełniłaby takie głupstwo. Czy osoba, która miała umieć często mówić „przypowieściami”, czyli inteligentna, nie potrafiłaby publicznie ukryć swego poprzedniego imienia, gdyby chciała podać się za kogoś innego? Mało tego: jeżeli, jak twierdzi Berents, Claude nie potrafiła oderwać się od poprzedniej tożsamości, to przecież ta poprzednia tożsamość składała się nie tylko z imienia, ale także z nazwiska, miejsca pochodzenia (przynajmniej regionu, jeśli już nie wsi czy miasta). Czemu zatem „uparła się” tylko przy imieniu?

W tym tekście nazywamy ją, używając często imienia „Claude”. Ale w rzeczywistości ona sama zdawała się go używać jedynie na początku opisywanej tu afery, czyli w roku 1436. Potem już używała (jak to potwierdzone jest w dokumentach z tamtej epoki) imienia „Joanna”, łącznie z tytułem „du Lys” oraz jako „Pucelle de France” lub, po zamążpójściu, także nazwiskiem „des Armoises”. Ten wspomniany podarunek, jaki otrzymała w złocie w Orleanie w 1439 roku, został odnotowany jako ofiarowany
„Joannie des Armoises” („A Jehanne des Armoises”). Na jej epitafium również nie ma imienia „Claude”, co oznacza, że go nie używała. Skąd zatem na początku pojawiało się to imię, a potem jego użycie zanikło? Być może istotnie dlatego, że na początku Claude miała problemy z zaadoptowaniem „nowej tożsamości”, a później stopniowo przychodziło jej to już łatwiej. Tyle, że w odróżnieniu od Berentsa uważamy, że inna wersja tego „problemu z adaptacją” byłaby o wiele logiczniejsza.

Teza Berentsa jest tylko i wyłącznie założeniem i hipotezą. Naszym zdaniem mało logiczną. Weźmiemy pod uwagę inną jeszcze możliwość, tak, być może mało prawdopodobną, ale jednak możliwość i to całkiem logiczną.

Zacznijmy od tego, że nie mamy żadnych informacji o przynajmniej połowie (tej pierwszej połowie) życia Claude. Nie wiemy skąd pochodziła, czyim była dzieckiem i jakie nosiła nazwisko przed 1436 rokiem. Wiemy, że podawała się później za Joannę. Zakładamy przy tym również, że tą Joanną nie była. To zdaje się wystarczać większości autorów, by ją nazwać „oszustką”. Bo to, że była „uzurpatorką”, to akurat zakładamy. Niekoniecznie jednak będąc uzurpatorką musiała być oszustką. Skąd ta pewność, że chodzi akurat o oszustwo? Jest to jedynie założenie na tym etapie, może i słuszne, ale jednak tylko założenie i hipoteza, nic więcej.

Oszustwo w takim wypadku miałoby niewątpliwie miejsce, gdyby dana osoba w pełni świadomiepodawała swoją nieprawdziwą tożsamość mając za cel wprowadzenie otoczenia w błąd. No dobrze, a czy istnieje bodaj strzępek ewidencji, że Claude czyniła tak świadomie?

Nie pragniemy tutaj fikcji ani nawet wytworów własnej wyobraźni reklamować jako „udowodnionej prawdy”. Co najwyżej proponujemy po prostu przyjrzenie się, pośród szeregu rozmaitych możliwości, także i tej jednej: że czyniła tak nieświadomie. W jaki sposób mogło się tak stać?

Jeśli trudniła się wojaczką, a to raczej nie ulega wątpliwości, to narażona była na ryzyko odniesienia ran i utraty przytomności. Niejedna osoba w wyniku urazów głowy utraciła pamięć, na krótki lub długi czas. Szczególnie częste jest to właśnie wśród weteranów wojen. Są obecnie całe strony internetowe poświęcone takim przypadkom (nie mówiąc już o bogatej literaturze fachowej), można więc to sprawdzić. Taka utrata pamięci może stanowić część lub nawet całość tak zwanego PTSD („post-traumatic stress disorder”), niejednokrotnie spowodowanego przez TBI („traumatic brain injury”). Obecnie owe przypadki są głównie wynikiem urazów wynikłych z eksplozji lub postrzałów z broni palnej. W XV stuleciu stanowiły one jednak niemniejsze niebezpieczeństwo jako wynik bezpośredniego starcia w walce. Wystarczy rzucić okiem na rodzaj stosowanej wówczas broni, by się przekonać, że niebezpieczeństwo było nadzwyczaj realne.

Obecnie TBI i PTSD są przedmiotem niekończących się badań, poszkodowani żołnierze przechodzą, nieraz trwające latami, psychoterapie, badania, skanowanie mózgu i inne formy leczenia. Takich możliwości jednak w XV wieku nie było, co oznacza, że
praktycznie, o ile symptomy nie ustąpiły samoczynnie, rekonwalescencja (zupełnie w takich warunkach nieświadoma), trwać mogła długo.

Obudziwszy się i doszedłszy stopniowo do siebie po takim doświadczeniu, Claude mogła dalej kontynuować swoją „przygodę” wojenną (np właśnie w Rzymie, jak twierdziła potem w Paryżu), nie wiedząc jednak tak do końca kim jest. Może to właśnie z tego „post-traumatycznego” okresu w jej życiu pochodziło to jej imię „Claude”, nieużywane jednak z żadnym konkretnym nazwiskiem… Po prostu: „Claude”…

W takim wypadku wystarczyło, że pojawiła się po latach w okolicach Metz, czyli w tym regionie Lotaryngii, z którego pochodziła Joanna i że wobec tego ktoś (naprawdę obojętnie już kto!) „rozpoznał” w tej „sobowtórce” Joannę. Claude mogła zatem po jakimś czasie uwierzyć, że tą Joanną istotnie jest. Taka nowa tożsamość z pewnością była w stanie wypełnić istniejące luki w pamięci, a na dodatek ta akurat tożsamość była przecież niezwykle atrakcyjna, czyli taka, w której prawdziwość uwierzyłoby się przecież nadzwyczaj chętnie, jeśli mierzyć to faktem, że Claude nie była jedyną uzurpatorką. A już szczególnie atrakcyjna musiała się taka tożsamość wydawać osobie trudniącej się walką zbrojną.

Przejmowanie nowej tożsamości trwało stopniowo, stąd to początkowe „rozdwojenie jaźni” co do tożsamości i używanie dwóch imion jednocześnie. Fakt używania ich równocześnie jest dla nas absolutnym zaprzeczeniem nieuczciwości Claude.   Wręcz przeciwnie: stanowi potwierdzenie, że Claude była pod tym względem jak najbardziej uczciwa i że niczego nie próbowała ukrywać.

W „Kronice Dziekana St-Thibaut de Metz” czytamy już o tym, że „przybyła” (skąd?) 20 maja do okolic Metz i że była ona tą Joanną i równocześnie zwała siebie „Claude”. „Kronika” nie podaje natomiast co działo się przedtem. To mógłby być właśnie ów „przejściowy okres” przyjmowania nowej tożsamości pod wpływem informacji uzyskiwanych od innych osób, podnieconych nagłym „odnalezieniem” Joanny. Napisano tam również (p. przypis 1), że „tego samego dnia przybyli, by się z nią widzieć, jej dwaj bracia…”. Co to znaczy „tego samego dnia przybyli”? Skąd się tak szybko dowiedzieli? (telefonów przecież nie było). Ktoś musiał ich zatem wcześniej powiadomić. Kto? Niewykluczone, że ci sami ludzie, którzy wcześniej „odnaleźli Joannę” i pospieszyli poinformować o tym obu braci du Lys…

O reszcie już czytaliśmy wyżej…

Naszą uwagę przykuł fakt jak długo i z jaką wytrwałością Claude trzymała się aż do śmierci, nawet już po wyjściu za mąż i nabyciu arystokratycznego nazwiska, swojej tożsamości jako Joanna du Lys. Z całą pewnością nie chodziło tu o „nabycie” w ten sposób tytułu szlacheckiego. Miała tytuł szlachecki z nazwiskiem „des Armoises”, nie potrzebowałaby zatem tytułować się jeszcze „du Lys” przez następnych 13 lat. A już nasze zdumienie wzbudził fakt, że kontynuowała tę nabytą tożsamość bohaterki nawet po tym, gdy – według zapisu w kronice Pierre Sali – miała zostać na dworze Karola VII „zdemaskowana” i „na kolanach” wyznać przed nim „całą zdradę”. To samo w sobie powinno było położyć ostateczny kres wszelkim jej publicznym pretensjom do
osobowości, której nie stanowiła. Nawet sama atrakcyjność podawania się za Joannę już nie mogłaby w takich warunkach istnieć, bo byłoby to zbyt niebezpieczne. Tymczasem trzymała się tej tożsamości jak dawniej i to bez żadnej widocznej i odnotowanej gdziekolwiek kary za podobne przewinienie… Przewinienie, za które mogła drogo zapłacić, zwłaszcza, że miała już od 1436 roku „na pieńku” z inkwizycją w Kolonii.

Nie staramy się tu na siłę pomniejszać znaczenia kroniki Pierre Sali ani jego źródła informacji w osobie Guillaume Gouffiera, choć Gouffier urodził się był niemal pół wieku po rzekomym spotkaniu Claude z królem, więc świadkiem naocznym żadną miarą być nie mógł, a niejeden historyk wprost stwierdza, że takiego spotkania Claude nie odbyła. Tak czy inaczej, Gouffier (a za nim Sala) ograniczają się jedynie do ogólnikowego komentarza, że Claude „wyznała”, ale nie cytują słów, przy pomocy których miała to uczynić. Wystarczyło przecież, że po usłyszeniu pytania króla o ową „tajemnicę” padła na kolana błagając go o wybaczenie, bo żadnej tajemnicy nie pamięta. I już ten fakt sam w sobie mógł zostać odczytany przez obecnych za przyznanie się do fałszu i winy, gdy tymczasem o żadnej winie mogło nawet nie być mowy…

Dlaczego Claude mogła – i to właśnie po owej „demaskacji” – dalej bezkarnie używać nienależnych jej tytułów i to w regionie, w którym jej autentyczny „pierwowzór” był dobrze znany? (11). Dlaczego po jej śmierci przez całe wieki mogła wisieć jej płyta (epitafium) z tymi dwoma tytułami niejako „oficjalnie” uznająca jej fałszywą tożsamość?

Nie popełniamy nieuczciwości proponując wzięcie pod uwagę powyższej wersji wydarzeń, zwłaszcza jeśli jednocześnie uznajemy, że jest to wersja mało prawdopodobna – choć i tak o wiele prawdopodobniejsza niż wersja, według której Claude pragnęłaby uchodzić za kogoś innego, jednocześnie obnosząc się ze swoim poprzednim imieniem. Popełnilibyśmy nieuczciwość, gdybyśmy proklamowali naszą wersję jako „wykazaną prawdę”, nie ostrzegając nikogo, że chodzi li tylko o hipotezę.

Przypisy:
(1). Z „Kroniki Dziekana św. Thibaud de Metz” („Chronique du Doyen de Saint–Thibaut de Metz”):

„…20-tego dnia maja wyżej wspomnianego roku przybyła Jeanne, która była we Francji, do La Grange Aux Ormes, niedaleko St. Prive i została tam zabrana, by móc konferować z każdym spośród panów z Metz i zwała siebie Claude. I tego samego dnia przybyli, by się z nią widzieć, jej dwaj bracia, z których jeden był rycerzem zwanym Messire Pierre, a drugi ‘petit Jehan’ był obywatelem ziemskim. I sądzili oni, że została spalona, lecz gdy tylko ją ujrzeli, rozpoznali ją, a ona ich. A w poniedziałek, 21-go dnia owego miesiąca, zabrali swą siostrę ze sobą do Boquelon, a sieur Nicole, bądący rycerzem, dał jej mocnego rumaka wartości trzydziestu franków i dwa czapraki. Sieur Aubert Boulle dał jej kaptur jeździecki, sieur Nicole Grouget miecz, a wspomniana panna zgrabnie dosiadła owego konia i rzekła parę rzeczy do sieur Nicole, przez które zrozumiał on dobrze, że to ona była we Francji, i została rozpoznana dzięki wielu znakom jako dziewica Jeanne z Francji, która eskortowała króla Karola do Reims, a paru deklarowało, że została spalona w Normandii. I mówiła ona głównie przypowieściami.”

(2)“Gdy Dziewica z Francji była przed La Rochelle, miał miejsce fakt o doniosłym znaczeniu. Napisała do króla Kastylii i wysłała swych posłańców poza tymi, których wysłała do króla Francji. Błagała, by posłał on mu parę okrętów Armady, i Jego Wysokość był zobowiązany tak uczynić zgodnie z sojuszem i braterstwem między Jego Wysokością a Królem Francji. I przybyli do Valladolid, gdzie król przebywał w roku tzm, tysiąc czterysta trzydziestym i szóstym (…)  I gdy przybyli do króla z listem od Dziewicy, Wielki Konetabl pokazywał na dworze wielki podpis, jak gdyby była to wielce szacowna relikwia. Gdyż jako że sam był bardzo dzielny i odważny, miłował tych, którzy również tacy byli i wielkim poważaniem darzył czyny Dziewicy(…) … i wielu upominało się u króla, by zdecydował posłać flotę do Dziewicy, bo może to dobrze pomóc Królowi Francji (…).I zaraz Wielki Konetabl wysłał rozkazy do wybrzeża morskiego w prowincji Vizcaya, w Lepusca i innych miejscach, i wystawił dwadzieścia pięć uzbrojonych statków i piętnaście karawel, największe jakie mogli znaleźć, wypełnione bronią oraz najlepszych ludzi (…) Z tą pomocą, Dziewica wzięła wspomniane miasto, a były tam i inne bitwy i zwycięstwa, kiedy flota Kastylii zyskała w tym kraju wielki prestiż…”.

(„Kronika Konetabla Alvaro de Luna”)

Ten materiał, zdaniem historyków jest w dużej mierze fikcyjny lub nawet całkowicie fikcyjny. Niektórzy wręcz uważają, że ten jego wyjątek jest niemal „odpisany” z innego dzieła hiszpańskiego tamtego czasu, „Crónica de la Poncella”. Obydwa te dzieła dowodzą jednak przy okazji popularności, jaką cieszyła się w Hiszpanii Joanna d’Arc…
(3)„Ów pan poinformował mnie , że dziesięć lat później fałszywa Dziewica przyprowadzona została do króla i niektórzy chcieli uzyskać posłuch, rozpowszechniając pogłoski, że ta pierwsza zmartwychwstała. Gdy król wieść ową usłyszał, rozkazał ją do siebie sprowadzić i pojawiła się ona przed nim. Był zdumiony i nie potrafił niczego innego powiedzieć, jak ją zaraz łagodnie pozdrowić. I rzekł: ‘Dziewico, przyjaciółko moja, ponownie mile widziana, która w Imię Boga zna tajemnicę między nią a mną’.

I w zadziwiający sposób owa rzekoma Dziewica po tym, jak te słowa usłyszała, padła na kolana przed królem i niezwłocznie całą zdradę swą wyznała.” – kronikarz Pierre Sala w „Hardiesses des grands rois et empereurs” („Śmiałość wielkich królów i cesarzy”), rok 1516.
Owa tajemnica między królem a Joanną nie jest znana do dziś. Według tradycji, Joanna d’Arc podczas pierwszego spotkania z Karolem VII miała wyznać mu pewną tajemnicę dotyczącą jego osoby. Według cytowanego powyżej tekstu, Karol pytał Claude o treść owej tajemnicy, której to tajemnicy Claude znać nie mogła.

Dla uściślenia informacji: „ów pan”, który miał opowiedzieć tę historię, to Guillaume Gouffier , który sam urodził się prawie 50 lat po owym spotkaniu Karola z Claude.
(4)„Zbrojni przyprowadzili pewną kobietę, która wcześniej wielce honorowo przyjęta była w Orleanie. Jednak gdy była już blisko Paryża, doszło do tej samej pomyłki, by wierzyć, że ona jest Dziewicą. I właśnie z tego powodu zdecydował się tak uniwersytet jak i parlament, by ją sprowadzić do Paryża dobrowolnie lub wbrew jej woli. Tam, na wielkim dziedzińcu pałacu została ona pokazana ludowi na wielkim podeście marmurowym. Tam zajęto się jej życiem i ją o nie na wszelki sposób wypytywano. I powiedziała ona, że już nie jest Dziewicą i że jest zamężna z pewnym rycerzem, z którym ma dwóch synów”.

(„Journal d’un Bourgeois de Paris” czyli „Dziennik mieszczanina Paryża”, spisany w latach 1405-1449)
(5). Odnaleziony swego czasu w Anglii manuskrypt (manuskrypt 11542 w British Museum) zawiera informację, że „Ostatecznie spalili ją publicznie, lub inną kobietę taką jak ona; w odniesieniu do czego ludzie mieli i wciąż mają odmienne opinie”.

William Caxton w „The Chronicles of England” twierdził w 1480 roku, że Joanna po wyroku czekała jeszcze 9 miesięcy na swą egzekucję. Poza tym inne źródła podają datę jej śmierci, obok 30 maja 1431, także jako 14 czerwca 1431 i 6 lipca 1431.

„La Nef des dames vertueuses” („Nawa pań cnotliwych”), datowana na 1503 rok, autorstwa Symphoriena Champiera podaje, że Joanna „została schwytana poprzez zdradę i oddana Anglikom, którzy, wbrew Francuzom, spalili ją w Rouen, i wciąż mówią, że Francuzi temu przeczą” („fut en trahison prise et baillée aux Anglais qui, en dépit des Français, la brûlèrent à Rouen, ce disent-ils néanmoins et que les Français nient”).

W 1570 roku Gabriel Naudé napisał w „Livres de l’estat et succès des affaires de France”, że„Dziewica nigdy nie została spalona inaczej niż jako kukła” („Pucelle n’avait jamais été brûlée qu’en effigie”), czyli, że Anglicy spalili jedynie kukłę Joanny, a nie ją samą…

Nicolas Lelong napisał w 1783 roku w swej „Historii eklezjalnej diecezji Laon” („Histoire Ecclésiastique du Diocèse de Laon”):

„Wciąż wątpimy czy Dziewica z Lotaryngii, którą z zasłoniętą twarzą zaprowadzono na stos, została istotnie spalona”

(6).                                         Ci gît haulte et Honorée Dame

Jehanne du Lis la Pucelle de France

Dame de Tichémont

qui fut fème du Noble Home messire Robert des Armoises, Chevalier, Seigneur du dit lieu

Laquelle Trépassa an l’an Mil CCCC XXXX et VIIII le 4 jour de May

Dieu ait son âme

Amen”

(7). Jako daty usunięcia tablicy pojawiają się nieraz i inne lata: 1890, 1900 i 1920.

(8).  „Królu Anglii, zdaj Królowi Niebios sprawę ze swej królewskiej krwi. Oddaj Dziewicy klucze do wszystkich miast, które przechwyciłeś. Jest ona posłaną przez Boga, by odzyskać królewską krew i jest w pełni gotowa uczynić pokój, jeśli udzielisz jej satysfakcji; czyli musisz uczynić sprawiedliwość i spłacić wszystko, co zabrałeś.

Królu Anglii, jeśli tych rzeczy nie uczynisz, jestem wodzem armii; i gdziekolwiek znajdę twych mężów we Francji, przepędzę ich z kraju czy tego chcą czy nie; a jeśli nie usłuchają, Dziewica sprawi, że zostaną wszyscy zabici.

Przychodzi ona posłana przez Króla Niebios, by was wszystkich usunąć z Francji, i Dziewica przyrzeka i potwierdza wam, że jeśli nie opuścicie Francji, wtedy ona i wojsko jej wzniosą taki okrzyk, jaki nie był we Francji słyszany od tysiąca lat.

I wierzcie, że Król Niebios dał jej taką moc, że nie zdołacie szkody jej uczynić ani jej dzielnej armii. Do was, łucznicy, szlachetne kompanie pod bronią i do wszystkich ludzi przed Orleanem, mówię w imię Boże, idźcie do domu do swojego kraju; jeśli tego nie uczynicie, strzeżcie się Dziewicy i strat, które poniesiecie.

Nie usiłujcie to pozostać, gdyż praw żadnych od Boga nie macie we Francji ani od Syna Dziewicy Maryi. To Karol jest prawowitym władcą, któremu Bóg dał Francję I który wkrótce wkroczy do Paryża z orszakiem wielkim. Jeśli wiary nie dajecie wieściom pisanym od Boga i Dziewicy, tedy w jakim tylko miejscu was znajdziemy, będziemy widzieć wkrótce kto ma większe prawo, Bóg czy wy.

Williamie de la Pole, hrabio Suffolk, panie John Talbot i Tomaszu, Lordzie Scales, porucznicy Księcia Bedforda, który zwie siebie regentem króla Francji dla Króla Anglii, odpowiedzcie, jeśli chcecie pokój uczynić nad miastem Orleanem! Jeśli tego nie zrobicie, zawsze wspominać będziecie straty wam zadane.

Książę Bedford, który zwiesz siebie regentem Francji dla Króla Anglii, Dziewica prosi cię, byś jej nie zmuszał do zniszczenia ciebie. Jeśli nie udzielisz jej satysfakcji, wtedy ona i Francuzi dokonają największego Wyczynu kiedykolwiek dokonanego w imię Chrześcijaństwa.

dano we wtorek Wielkiego Tygodnia” (22 marca 1429)

Oczywiście, że ten list nie stanowi dowodu, że zabijano Anglików. Wiadomo, że wzięto ich wielu do niewoli, ale jeńców nie zabijano. Podczas procesu w Rouen, poza przykładem Burgundczyka nazwiskiem Franquet d’Arras (który był nieprzeciętną szują), nie potrafiono jej niczego takiego wykazać.

Tym niemniej po przeczytaniu tego listu nie jestem w stanie być całkowicie pewien, czy istotnie nie potrafiłaby nikogo zabić…

(9). Mało tego: podczas procesu w Rouen Joannę zapytano (po południu 17 marca 1431):

- “Joanno, czy nie zostało ci objawione, że jeśli utraciłabyś dziewictwo, twoja fortuna by cię opuściła, a twoje głosy porzuciły?”

(J.d’A): „Nie zostało mi to objawione”

- „Czy gdybyś była zamężna, to sądzisz, że twe Głosy by do ciebie przybyły?”

(J.d’A): „Nie wiem i zdaję się na Boga”.
(10)Serguei A. Gorbenko, ukraiński antropolog i specjalista z zakresu rekonstrukcji twarzy na podstawie czaszek, został w 2001 roku upoważniony przez rząd francuski do przebadania krypt grobowych w bazylice Cléry St-André. Tam pochowany jest m.in. król Louis XI, syn i następca Karola VII, tego samego Karola, który zawdzięczał koronę Joannie. Gorbenko stwierdził, że sarkofagi uległy desakracji i kości zmarłych wymieszane zostały z innymi kośćmi, co najprawdopodobniej stało się podczas Rewolucji Francuskiej. Dlatego też przeszukał sąsiednią kryptę, w której spoczywa hrabia Jean de Dunois, towarzysz broni Joanny d’Arc. Tam znalazł, ku swemu zaskoczeniu, osobną jeszcze  trumnę z kośćmi kobiety, która zmarła w wieku ponad 40 lat. Rodzaj deformacji szkieletu przekonał Gorbenkę, że kobieta ta nosiła zbroję oraz że od wczesnego wieku jeździła konno. Posiadała także dłonie nieproporcjonalnie duże. Gorbenko doszedł wręcz do wniosku, że odnalazł szkielet Joanny d’Arc. Jest on osobiście przekonany jest, że Joanna i Claude to nie tylko jedna i ta sama osoba, ale że za nimi kryje się jeszcze kto inny, mianowicie księżniczka Marguerite de Valois. O egzekucji Joanny w Rouen pisze m.in „…zamiast księżniczki spalili inną dziewczynę, może też zwaną Joanna, wieśniaczkę, być może nawet z Domremy”.(„… вместопринцессы сожгли другую девушку, возможно также по имени Жанна, возможнокрестьянку и возможно из Домреми.”).

 „W 2001 roku, wobec bałaganu rozmieszczenia kości w kryptach bazyliki Notre Dame de Clery, byłem zmuszony do bardziej szczegółowego zapoznania się z nimi i z historią pochówków, co ujawniło mi te zadziwiające fakty”.

(„В 2001 году, столкнувшись с путаницей в размещении костей в склепах базилики Нотр-Дам де Клери, я был вынужден изучать их и историю погребений более тщательно, что открыло мне эти удивительные обстоятельства”).

Tak czy owak historia fenomenu znanego jako „Joanna d’Arc” jest istotnie fascynująca i być może jeszcze do niej wrócimy.

(11). W 1476 roku w pewnej sprawie sądowej dotyczącej rodziny Vouthon z Sermaize, a konkretnie brata matki Joanny d’Arc, Isabeli Romeé, kilku świadków zeznało, że widywali w Sermaise niejednokrotnie „Joannę” w latach 1440-tych i 1450-tych, gdy odwiedzała Vouthonów wraz ze swym bratem (lub „bratem”) Jeanem (to ten „petit Jehan” wspomniany tu na początku), by wspólnie z nimi ucztować. Była tam ona znana właśnie jako „Jehanne La Pucelle”. Jeden z owych świadków, 70-letni Jehan la Montigueue, zeznał wówczas, że w roku 1449 (musiało to być przed majem 1449, jak sądzimy) „Jehanne” przybyła tam znowu. Ubrana była w męski strój. Po posiłku grano w tenisa (tenis był znany we Francji od XII wieku. Nie stosowano wówczas rakiet do gry, lecz odbijano piłkę dłonią. Rakiety pojawiły się dopiero od XVI wieku). Do gry przyłączył się jeden z lokalnych duchownych. Po skończonej grze „Jeanne” (czyli nasza „Claude”) zwróciła się do owego duchownego, mówiąc, że teraz może on już mówić, że zagrał z „Pucelle de France”. Wieść ta miała wielebnego wielce uradować…

Miała śmiałość i poczucie humoru. Nieco jak jej poprzedniczka, Jeanne, która – jak wspomnieliśmy w pierwszym artykule – zapewniła niegdyś słynnego zakonnika, Brata Ryszarda, że nie jest czarownicą: „Podejdź śmiało. Nie odfrunę”…

Dodatek:

 

  1. Ostatni dokument przed śmiercią Joanna podpisała nie swoim imieniem i nazwiskiem lecz tak jak robią to analfabeci stawiając X, czy już wtedy w celi był ktoś inny ?
  2. Głowa (rzeźba) Joanny to w istocie Św. Maurycy
  3. Grób Joanny znikł (był po prawej stronnie ołtarza), inskrypcja znikła.
  4. Gdyby okazało się ,że Joanna przeżyła, upadło by morale narodu …1909r

Możliwość komentowania jest wyłączona.